01/11/2019 Patrycja Story 0Comment

Zacznijmy od tego, że wpis powstawał w bólach przez 5 miesięcy i chociaż w treści nie zmieniło się zbyt wiele, ja wciąż miałam opór przed jego opublikowaniem. W końcu dzisiaj 1 listopada przeglądając różne wpisy przygotowując się do mojej kolejnej podróży tym razem do Tajlandii postanowiłam, że wpis o Egipcie ujrzy światło dziennie! Dostałam impuls aby o tym napisać.

Podróż do Egiptu była inną niż standardowe wycieczki, była pierwszą taką podróżą dla mnie i przyznam, że nawet mi się podobała. Całość jest bardziej złożona niż może Wam się wydawać ponieważ w dużej części odpowiadałam za organizację tej wycieczki dla grupy ok 15 osób. W Egipcie przeszłam wiele testów i myślę, że te lekcje jeszcze bardziej umocniły mnie, dlatego relacja jest tak późno. Długo trawiłam całą tą podróż.

egipt zachód
zachód słońca nad Nilem

Organizacja takiej wycieczki na własną rękę, czyli poza biurem podróży, zaczęła się dobre 5 miesięcy wcześniej. Nie było do końca tak, że organizowałyśmy wszystko same. Miałyśmy kontakt do Egipcjanina, który od lat organizował wycieczki do Egiptu m.in dla polaków, kilka tygodni przed wylotem nawet spotkałyśmy się z nim w Polsce bo był akurat u znajomych pod Warszawą, znał polski, odpowiedział nam na kilka pytań i uzgodniliśmy szczegóły a także przelałyśmy część pieniędzy za hotele, bus czy statek ponieważ tym zajmował się już on. Loty organizowałyśmy same przez czarter grupowy TUI. Zgodnie z ustaleniem Mahomet miał czekać na nas na lotnisku razem ze swoimi pracownikami, mini busem i zająć się całą grupą na miejscu. Jak się później okazało Mahomet był, ale inny. Trochę bardziej zabawny, ale wiedział i rozumiał dużo mniej…

Plan naszej wycieczki W Egipcie wyglądał następująco:

dzień 1 / lądowanie + pierwsze zetknięcie z Egiptem i jego „niespodziankami”

W czwartek po wylądowaniu udaliśmy się do hotelu Sea Gull Beach Resort 4*** bo uwaga w Egipcie raczej nie warto brać poniżej, standard 4 gwiazdek europejskich to nie był na pewno;) Hotel był oddalony ok. 10 min od lotniska. Obiekt sam w sobie był bardzo ładny, położony na najbardziej popularnej ulicy w Hurghadzie, na której można było spotkać wielu lokersów i turystów. Chociaż widok za drzwiami hotelu i na ulicy różnił się mocno np. czystością to nie był jeszcze prawdziwy Egipt jaki myślałam że jest…Wracając do hotelu i oceniając go pod kątem innych które zwiedziliśmy w kolejne dni z pewnością wyróżnia się sporym miejscem do plażowania na piachu bez betonowych ścieżek a także dostępem do morza.

Po wyjściu z hotelu na ulicy można było spotkać wielu lokalnych mieszkańców sprzedających dosłownie wszystko oraz turystów z różnych zakątków świata. Tu warto wspomnieć, że trafiliśmy na okres Ramadanu, który w kalendarzu muzułmańskim trwa od 6 do 30 maja. Podczas Ramadanu obowiązuje post, nie można spożywać żadnych pokarmów ani pić napojów od wschodu do zachodu słońca. Możecie sobie wyobrazić jak trudne jest utrzymanie postu, kiedy temperatura w ciągu dnia przekracza nawet 40 stopni! Posiłki można spożywa się w nocy. Z obowiązku poszczenia są zwolnieni chorzy, osoby starsze, dzieci i podróżujący. Dlatego w ciągu dnia w mieście mniej się działo, również ze względu na temperaturę większość pozostawała w swoich domach a dopiero wieczorem miasto zaczynało żyć!

hotel hurdhada egipt
to widok z Bella Vista Resort Hurghad czyli ostatnich 2 noclegów, pierwszego dnia nocowalismy w Sea Gull Beach Resort ale widok był gorszy

Dzień 2 / czyli nocna wyprawa do Kairu z eskortą policji

Zaraz po kolacji i krótkim zwiedzaniu hotelu z zewnątrz położyliśmy się spać ponieważ o 1 w nocy ruszaliśmy do Kairu. Dlaczego tak wcześnie? To ponad 460 km drogi przez pustynie. Przy tego rodzaju odległościach to normalne, że wstaje się w środku nocy nie ze względu na korki a po to aby podróż minęła szybciej i bezpieczniej. Po przebudzeniu się i jakichś 3 godzinach podróży moim oczom ukazał się wschód na pustyni, który wprowadził mnie w mocny stan refleksji i zadumy.

To ciekawe uczucie, że ruszasz w nocy z tętniącego miasta a budzisz się wśród piachu i ciszy….

Po około 8 godzinach podróży busem dotarliśmy do Kairu i Gizy, od razu udaliśmy się w kierunku Piramid. Jako pierwszą zobaczyliśmy piramidę Cheopsa zwaną również Wielka Piramida oraz piramida Chufu gdzie mieliśmy możliwość zrobienia krótkiej medytacji w grobowcu na szczycie piramidy. Wrażenia są nie do opisania. Ale zacznijmy od samego wejścia do piramidy…

Zaraz po wejściu wydawało mi się że jestem w jaskini. Idąc jedynym możliwym korytarzem wgłąb doszliśmy do wąskich i stromych schodków, idąc dalej w górę okazało się że kolejnym wejściem są wąskie i strome schodeczki wykonane z drewna w dodatku zadaszenie było niskie, więc trzeba było iść pochylonym, praktycznie tak jakby głową dotykać kolan. Aby dodać obrazu całej sytuacji okazało się że wejście i zejście jest to samo. W związku z tym co jakiś czas trzeba było się zatrzymać i przepuścić kogoś z góry. Musiałam wydobyć z siebie naprawdę sporo siły i cierpliwości aby tam wejść, miałam wrażenie że to nie ma końca…Byłam zmęczona już po kilku metrach, chyba nie muszę dodawać, że w środku było duszno i pot lał się po….

Karnak

W końcu meta! Na samym końcu znajdował się mały podest z kamieni, na którym mogło stanąć kilka osób i nie myśl sobie, że można było się już wyprostować o nie! Aby wejść dalej trzeba było zniżyć się jeszcze niżej aby przejść pod kamieniem i wejść do grobowca. Podobno ludzie w tamtych czasach byli więksi niż człowiek obecnie, jeśli tak to nie mam pojęcia jak oni tam wchodzili!

Grobowiec sam w sobie nie zrobił nam mnie wrażenia. Sama nie wiem jak go opisać. Samo pomieszczenie było bardzo wysoki, ciemne, szare, niezbyt chłodne, z ukruszonymi ścianami. Na końcu pomieszczenia umiejscowiony był kamienny grobowiec z wyglądu przypominał wannę.

W grobowcu piramidy nie można było robić zdjęć. Miałam poczucie ciemności, smutku i wrogości. Tym bardziej, że przywitał nas niezbyt miły człowiek, wręcz jestem w stanie go określić jako przerażająco – odrażającego, mówię tutaj zarówno o wyglądzie jak i osobowości. Mówił półszeptem, niezbyt wyraźnie i zakazując wszystkiego co tylko możliwe od siadania po dotykania i mówienie. Jak się okazało to był początek serii naszych zaskakujących przygód w Egipcie….

piramidy egipcie

Zależało nam aby zrobić w środku krótką medytację. Chociaż ja prawdę mówiąc po niemiłym przywitaniu, nie miałam ochoty zostawać tam ani minuty dłużej. Zaczęłam mieć dziwne lęki m.in bać się, że nie wyjadę, że nie zejdę po tych stromych schodach, że uduszę się…Po chwili padła decyzja, że medytujemy. Nasza przewodniczka duchowa po krótkiej rozmowie z „panem kierownikiem grobowca” wyciągnęła kilka $ z portfela i dała mu. Nagle mogliśmy już usiąść i zrobić medytację, pan mroczny nawet się do nas uśmiechnął. Trwało to kilka minut. Ja osobiście, nie mogłam się skupić…Nagle „pan kierownik grobowca” przerwał nam a kolejni zwiedzający weszli do grobowca. Zdążyłam tylko wstać i podejść do grobowca, po czym rozproszyła mnie kłótnia naszego egipskiego pilota, naszej szamanki i „pana kierownika grobowca” dostaliśmy rozkaz natychmiastowego wyjścia!

Piramidy robiły wrażenie. Ich ogrom widać na zdjęciu. Po obejściu ze wszystkich stron weszliśmy do środka. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie oglądałam filmów, zdjęć czy dokumentów prezentujących piramidy. Jak się później okazało to nie było przyjemne wrażenie dla mnie i na długo zostanie w mojej pamięci. Po zetknięciu się z piramidą, każdy z nas miał inne odczucia. Ich monumentalny wygląd, wielkość oraz krajobraz dookoła robi ogromne wrażenie…a wejście do środka…

Przed nami zejście w dół, bałam się tego, wzięłam głęboki oddech i ustawiłam się do zejścia…szłam…i szłam… to zejście przypominało długą zjeżdżalnię na której zrobiono małe drewniane schodki w poprzek aby można było postawić 1/5 stopy i pójść dalej. Po kilku minutach (a dla mnie wieczności!) w końcu ukazały się schodki i korytarz prowadzący do wyjścia na powietrze. Cześć grupy czekała na nas przy końcu wraz z kilkoma innymi ludźmi, tłumaczyli nam, że nie mogą wyjść bo mamy zaczekać na resztę…. To była kolejna „niespodzianka”! Zatrzymali całą grupę ponieważ strażnicy chcieli jakaś dodatkową gotówkę dla siebie za to, że byliśmy dłużej i robiliśmy medytację – hmm ciekawe skąd to wiedzieli skoro byli cały czas na dole?! Zrobiło się poruszenie, tłumaczymy że zapłaciliśmy już panu wyżej, zaczęli kłócić się i denerwować!

Ponownie zrobiło się poruszenie a w mojej głowie chaos i strach!

Po wymianie zdań, tłumaczeniu sytuacji w 3 językach wyszliśmy na zewnątrz. To było nasze pierwsze zmierzenie się z łapówkarstwem i szemractwem Egipcjan a także tekstem „tylko nikomu nie mów!” Po przygodach w pierwszej piramidzie postanowiliśmy nie wchodzić już do pozostałych.

Miałam uczucie zmieszania, strachu, niepewności.

Wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy oglądać pozostałe piramidy w niedalekim obszarze a były to piramida Mykerinosa, Chefrena oraz później Piramida Chefrena, która położna jest obok Wielkiego Sfinksa. Po obejrzeniu panoramy piramid mieliśmy jeszcze mały incydent z zaprowadzeniem nas i zmyleniem, ponieważ zamiast do restauracji na obiad nasi przewodnicy zaprowadzili nas abyśmy schłodzili się w sklepie w perfumami ich znajomego, gdzie przy okazji przeprowadzono nam prezentację i próbowano sprzedać olejki oraz perfumy.

Po tych sytuacjach mieliśmy małą pogadankę z naszym przewodnikiem oraz organizatorem wycieczki, co jak się okazało było rozmową grochem o ścianę.

Po zwiedzaniu piramid, krótkim incydencie – niespodziance, udaliśmy się na obiad a później na lokalny rynek w Kairze, gdzie zakupiliśmy pierwsze pamiątki, rozluźniliśmy się przy dźwiękach modlitwy z niedalekiej kaplicy muzułmańskiej, która rozbrzmiewała na całą okolicę. Po krótkim odpoczynku pojechaliśmy do naszego hotelu w Kairze był to Aracan Pyramids Hotel i zdecydowanie nie były to 4 a nawet 3 gwiazdki. Zaletą miał być fakt, że jest blisko piramid, które miały być z resztą widoczne z okna. Niestety nie były. Za to chaos miasta tak. Za to bardzo miło zaskoczyła mnie obsługa tego hotelu, pan z recepcji poproszony o kg ryżu surowego – nie gotowanego z kuchni, przyniósł mi zakupiony w sklepie i nie chciał za to pieniędzy. Po co ryż? Mój telefon dzień wcześniej uległ zalaniu i próbowałam go ratować. Niestety nie pomogło. Dlatego z wyjazdu mam tak mało zdjęć i nie robiłam relacji na Instagramie.

bazar w Kairze egipt

Dzień 2 zakończyliśmy kolacją i spacerem do pobliskiego sklepu. Nasi przewodnicy bardzo denerwowali się na nas kiedy wychodziliśmy z hotelu nawet do sklepu obok, ponieważ podobno to właśnie Kair jest najbardziej niebezpiecznym miejscem w całym Egipcie. Osobiście nie czułam się tu źle ani nie miałam wrażenia niebezpieczeństwa.

 

Dzień 3 / Egipt z innej perspektywy

Tego dnia o 4 rano ruszaliśmy do Luksoru, który był oddalony o kolejne ponad 650 km. Tutaj ruszyliśmy w naszą podróż również z eskortą policji i rzekomo prywatnym ochroniarzem w środku, co moim zdaniem było ściemą – facet po prosu potrzebował przetransportować się z Kairu do Luksoru a nasi przewodnicy umożliwili mu to za dodatkową opłatą, którą zachowali dla siebie. W końcu mieliśmy jeszcze wolne 2 miejsca w busie, nie mogły się marnować. Takich sytuacji mieliśmy mnóstwo. Mam do nich dwojaki stosunek, który tłumaczę we wpisie na temat tego co nie podobało mi się w Egipcie.

Wracając do planu dnia 3, warto napisać coś więcej dlatego, że ten dzień był pierwszym pozytywnym jak dla mnie odczuciem i wrażeniem jakie w końcu przyszło.

w kolumnach Karnaku

Po kilku godzinach snu podczas jazdy w busie, oczom ukazał się inny widok niż pustynia. Im bliżej Nilu, tym więcej zieleni i takich pozytywnej energii. Mijaliśmy wioski z uprawami owoców i warzyw. Moją uwagę przykuły również mieszkania, które różniły się od tych z miasta. Budynki były niskie i przypominały a właściwie w wielu przypadkach były lepiankami. Około 13 dojechaliśmy do Luksoru i zakwaterowaliśmy się na statu, na którym spędziliśmy kolejne 3 doby podróżując Nilem do kolejnym punktów wycieczki. Zaraz po szybkim obiedzie poszliśmy na zwiedzanie Karnaku, który zrobił na mnie duże wrażenie, ale też rozczarował i dał kolejne niespodzianki.

Temperatura i zmęczenie przez brak snu dawały się we znaki. 

Karnak to duży teren, na którym znajduje się zespół świątyń wzniesionych w różnym czasie, poświęconych bogom tebańskim. Centralne miejsce zajmuje największa na świecie świątynia z salą kolumnową, tzw. „Wielki Hypostyl” – świątynia Amona-Re. Do świątyni Amona od strony Nilu do pierwszego pylonu prowadziła Aleja Sfinksów, czyli aleja procesyjna z 40 sfinksami o głowach barana. Przed każdym sfinksem, między jego łapami, znajduje się posąg faraona. Można tu spotkać sporo posągów oraz zakamarków, które dawniej jak i teraz pełnią intymne miejsce modlitwy.Tutaj warto dodać, że w całym obiekcie można spotkać wielu mnichów, którzy snują się niewinnie, wołając w zakamarki i chcąc pokazać coś niesamowitego a w rzeczywistości chcą pieniądze. Nie dane było nam również porozmawiać w grupie, zrobić medytację, ponieważ żądano od nas za to kolejne $. Zauważyłam, że najgorzej mają właśnie grupy. Ponieważ Egipcjaninom wydaje się że skoro jesteśmy grupą to wystarczy złożyć się tylko po 1-2$ i jest ok, dla nich oczywiście bo nie dla nas. Jeśli miałabym w każdym miejscu po kilka razy dziennie dawać komuś jałmużnę w dodatku kupować jeszcze bilet to taka wycieczka naprawdę wyniosłaby kilka tysięcy więcej. Niestety oni tego nie rozumieją, więcej o tym napiszę w innym wpisie.

luksor egipt

W tym momencie warto też dodać, że nie miałam odczucia mocnego tłumu turystów podczas całej wycieczki. W kilku miejscach byliśmy praktycznie sami, w innych byli inni turyści, ale nie było to tak mocno odczuwalne jak np. w Rzymie w dodatku poza sezonem. Tutaj przytoczę również rozmowę z naszym przewodnikiem na temat turystyki w Egipcie. Powiedział mi że jeszcze 5-6 lat temu w okresie w jakim jesteśmy teraz np. w Luksorze mieli około 80% zakwaterowania w hotelach, teraz było to zaledwie ok 40%. Co pokazuje, że zainteresowanie Egiptem spadło. Lokalni mieszkańcy mocno to odczuwają, dlatego stają się jeszcze bardziej namolni.

Chwilę przed zamknięciem czyli ok 17.00 wróciliśmy na statek, po kolacji wyszliśmy znów na miasto aby zwiedzić Luksor. nocą Miasto było przepięknie rozświetlone. Wieczór spędziliśmy również na tarasie statku rozmawiając przy dźwiękach muzułmańskich modlitw. Noc na statku upłynęła bardzo przyjemnie. Około północy ruszyliśmy w dalsza podróż po Nilu. Zwiedzanie oraz podróż statkiem pozwalała nam odpoczywać i zwiedzać w jednym czasie. Mieliśmy tutaj swoje bagaże, nocleg a także posiłki. Wieczorem ruszyliśmy statkiem do Edfu mijając po drodze Esnę. Mieliśmy czas na regenerację i wypoczynek przed kolejnymi intensywnymi dniami oraz…niespodziankami!

Dzień 4 / o tym jak moje życie prawie się skończyło!

Kolejnym punktem wyprawy była świątynia Horusa w Edfu, która miała w sobie sporo zakamarków i jeszcze bardziej i upierdliwych Egipcjan. Po zwiedzaniu powrót do hotelu, obiad i zwiedzanie świątyni Sobka w KomOmbu, której nie miałam możliwości zwiedzić przez złe samopoczucie (znacie ten mit o zemście faraona ? To nie mit!) Zostałam odcięta od rzeczywistości na jakieś 15 godzin!

To był jeden z najgorszych dni w moim życiu.

Nie pamiętam czy kiedykolwiek czułam się gorzej, nawet podczas operacji na wyrostek czy trudnych badań jak gastroskopia 2 razy w życiu to był dzień, w którym myślałam, że umrę! I nie żartuję, większość uczestników przeszła zemstę faraona, ale to tylko ja tak ciężko. Dochodziłam do siebie przez całą dobę, nie jadłam 2 dni. Byłam wykończona.

swiatynia horusa edfu egipt

Dzień 5 / pozytywne strony 

Kolejnego dnia postanowiłam nie dać się Faraonowi i udałam się z grupą do światyni Isis na wyspie File, która bez wątpienia jest najpiękniej położoną świątynią w Egipcie, ponieważ jest na wyspie! Aby do niej dotrzeć trzeba dopłynąć łódeczką, co zajmuję ok. 8 minut. Na zwiedzanie zaplanowaliśmy około 2h, myślę że przeciętnie może to być dla zwiedzającego około 40 do 50 min. Ostatnim punktem naszej wycieczki było zwiedzanie Asuanu, który nie zrobił już na mnie wrażenia.Tutaj również nasz rejs dobiegł końca.

isi w egipcie swiatynia issis egipt

Dzień 6 / kolejna długa podróż 

Kolejny dzień to nowy środek transportu a mianowicie pociąg! Zaraz po śniadaniu mieliśmy pociąg do Luksorum (ok 3h) a z tamtąd ok 5 h do Hurghady, gdzie spędziliśmy kolejne 1,5 dnia, mając już czas wolny w hotelu oraz poza nim. Wypoczęliśmy w hotelu w Hurghadzie tym razem w Bella Vista Resort Hurghad, zwiedziliśmy okolicę, kupiliśmy pamiątki.

Dzień 7 / odwiedziny w wiosce Beduinów

Z racji przesunięcia lotów o 1 dobę o czym dowiedzieliśmy się kilka dni przed wylotem, dobraliśmy dodatkowo wycieczkę fakultatywną do wioski Beduinów na pustynię. Cześć grupy jechała na yepach a cześć na kładach, ja wybrałam to pierwsze. Godzinna wycieczka po pustyni – Sacharze była dla mnie kolejnym momentem refleksji. To co ujęło mnie po raz kolejny to fakt, że pustynia jest tak bardzo brudna…około 10 min od zabudować można spotkać wielkie doły a w nich skarpy śmieci! To przerażające ile my ludzie produkujemy! O tym czy warto udać się do wioski Beduinów, ile to kosztuje i co można tam zobaczyć napiszę osobny wpis.

wioska Beduinów

Podsumowanie

Patrząc na plan wycieczki może on się wydawać bardzo intensywny, ale nie wspominam każdego dnia o wieczorach chillu jaki robiliśmy sobie głownie będąc na statku czyli przez połowę wyprawy. Uważam, że plan był optymalny. Najbardziej podobał mi się czas na statku. Dzięki tak zaplanowanej wyprawie był czas na wszystko co ważne. Zachęciło mnie to do rejsu w dłuższą podróż po morzu lub oceanie. Taka podróż i możliwość odwiedzenia kilku różnych punktów oddalonych od siebie dosyć daleko bez potrzeby brania ze sobą bagaży i zmiany hoteli oraz przemieszczania się na własną rękę jest dla mnie super opcją!

Eden nad Nilem nocą

Co do planu i zwiedzania Egiptu, myślę że był na tyle bogaty, że osobiście nie mam potrzeby jechania tam jeszcze raz. Oczywiście jest jeszcze kilka punktów, które być może warto byłoby zobaczyć jak Dolina Królów, ale ja nie mam już takich marzeń. Wszystko co widziałam w Egipcie było w pewnym sensie do siebie podobne. Piramidy i świątynie robią wrażenie i dają do myślenia, jak to możliwe, że w ogóle powstały, ale osobiście bardziej zachwyca mnie natura sama w sobie, zieleń, woda niż piasek, budowle czy beton. Dlatego zarówno po podróży do Rzymu jak i teraz do Egiptu mam podobne wnioski, że to co wielkie mnie nie interesuje. Wolę coś mniej popularnego, kameralnego, zwykłego czy minimalistycznego. Więcej wpisów na temat Egiptu m.in czy jest bezpiecznie, co warto kupić – niebawem na blogu!

 

Wybierasz się do Egiptu czy już byłaś? Co myślisz o mojej relacji? Podziel się w komentarzu 😉

 

____________________________________________________________________________________________________