Kupiliśmy DOM! Zobacz jak wygląda w środku!

Ze wszystkich zmian w 2020 rok, zdecydowanie ta o zakupie domu była najbardziej ekscytującą i …nieplanowaną!

Życie często mnie zaskakuje, sama siebie również. W poniższym materiale oprowadzam Was po naszym nowym domu. Do teraz kiedy o tym mówię, nie mogę w to uwierzyć. Mimo, że od odebrania kluczy minęło już 3 miesiąca, ja nadal mam wrażenie, że to wciąż jest sen.

O tym jak wyglądał proces zakupu i jaki mamy plan na remont, będę opowiadała po kolei w następnych wpisach. Na blogu powstaje nowa kategoria 'dom’. Będę dzieliła się w niej wszystkimi krokami, jesteśmy już po pierwszych „atrakcjach’ budowlanych, które rozzłościły mnie nie raz, ale damy radę! Mamy szczęście do ludzi, co widać po pierwsze ekipie remontowej. Trzymajcie kciuki za dalsze etapy!

Zapraszam Was do śledzenia na bieżąco na moim instagramie w relacji www.instagram.com/patrycjastory.pl/

Jak to się stało, że kupiliśmy dom? 

Wiele osób pytało mnie, dlaczego dom, a nie mieszkanie? Skąd w 2020 taka decyzja? Dlaczego ta okolica? Czy długo szukaliśmy?

W kategorii „dom” postaram się opowiedzieć o tym więcej, bo wiem, że temat jest bliski wielu osobom, ale wszystko po kolei.

Decyzja

W 2019 myślałam o zakupie domu razem z mamą, udało nam się doprowadzić sprawy rodzinnego majątku po moim ojcu do końca, sprzedaliśmy część ziemi, którą mogliśmy przeznaczyć na wkład własny. Środków nie było wiele, ponieważ ziemia była rolna i znajdowała się w moich rodzinnych stronach czyli na Lubelszczyźnie, dodatkowo do podziału na 3 osoby; ja, mama, brat. Jak to mówią zawsze COŚ. Kiedy dowiedziałam się, jaka jest jej ilość i wartość, trochę było mi szkoda, że nie znajdowała się np. pod Warszawą, bo dostałabym za nią jakieś 5x tyle, ale z drugiej strony nie miałabym przecież takiego fajnego dzieciństwa i przeżyć z życia na wsi! Tak się pocieszam!

Pod koniec 2019 roku szukaliśmy dom w okolicy Warszawy, od ponad 12 lat mieszkamy w okolicach Radzymina bardzo polubiliśmy ten region i właśnie tutaj czuję, że chciałabym mieć swój dom. To takie małe miasto, 30 min od Warszawy i 10 min od wsi, pola, lasu, rzeki. Jak dla mnie połączenie idealne! Z jednej strony można żyć miejsko z dostępem do wszystkich wygód jak sklepy, kina, szpital, lotnisko a z drugiej przyroda, rzeka, beztroska! Śmiejemy się, że zostaniemy wieśniakami z prawdziwego zdarzenia, chcemy mieć grządki, zwierzęta – Adrian chce nawet kury! A jak będzie, zobaczymy. Na ten moment kochamy to miejsce, takim jakim jest, a co stworzymy dalej – czas pokaże.

Wracając do poszukiwań domu. Wstępnie zarezerwowany był inny. Niestety bankowi się nie spodobał. Minęło wiele miesięcy i pandemia zweryfikowała moje pomysły o zakupie domu z mamą. Dojrzeliśmy oboje z Adrianem, że chcemy kupić coś razem. Wiosną 2020 jeździliśmy po okolicy, przyglądając się działkom, domom. Rozmawialiśmy o tym, czego chcemy, weryfikowaliśmy, na co nas stać.

Obejrzeliśmy kilkanaście domów, nie przyznając się rodzicom. Chcieliśmy podjąć decyzję sami, bez komentarzy innych stron.

Podjęliśmy decyzję, że szukamy gotowego domu z działką, do zamieszkania, remontu w stanie surowym. Niestety przez 2 miesiące oglądając nawet kilka domów w tygodniu, nic nie zwróciło naszej uwagi. Albo domy wymagały sporego remontu, pod nasze wymagania, albo były zaniedbane i stare, wielkie (powyżej 150m2), albo w dziwnej okolicy, albo oczywiście cena wykraczała poza nasz budżet. Szukaliśmy czegoś w kwocie do 250 tyś zł do remontu lub droższego z wymaganym mniejszym wkładem.

Szukanie domu…

Minął maj i nadal nic. Szukaliśmy na ogłoszeniach, ale tez jeżdżąc po okolicy, szukając tablica na sprzedaż czy pytając sąsiadów jeśli widzieliśmy, że jakiś dom jest opuszczony lub „wolny”. W poszukiwaniach pomagała nam nieoceniona Iwona, prawniczka i agentka nieruchomości, która podrzucała oferty lub pomagała w sprawdzeniu, tych, które my znaleźliśmy.

Pewnego dnia (dokładnie 22.05.020 sprawdziłam po sms) byliśmy na rowerach w Starych Załubiach. Zachwycaliśmy się okoliczną naturą i ciszą, marząc o tym, by móc położyć się na jakiejś działce, na hamaku z myślą, że to nasze miejsce.

Przejeżdżając ulicą, Adrian dojrzał żółty plakat „sprzedam” (nasz wzrok był już na nie wyczulony jak nigdy!). Zajrzeliśmy na działkę, w oddali był uroczy domek a obok drugi. Spojrzeliśmy na siebie i poczułam coś magicznego. Serio nie wiem, czy znasz to uczucie, pojawia się w ważnych momentach życia, zwolnione tempo, ukłucie serca i radość! Wykręciłam numer, zapytałam o kilka szczegółów, czy aktualne, ale bałam zapytać o cenę. Umówiliśmy wstępnie termin oglądania, czułam podekscytowanie, ale i niepewność. Po chwili dostałam od właściciela sms z linkiem do ogłoszenia. Spojrzałam na zdjęcia i cenę…uff nasz budżet! Mamy to!

MAMY! To ten!

Już za 3 dni czyli 25.05 byliśmy umówieni na 0glądanie domu, oboje z Adrianem byliśmy podekscytowani, niestety on nie mógł pojechać, ruszyłam sama. Weszłam na działkę i poczułam ciepło, spokój. Miejsce wydawało się takim ustronnym, domowym. Przywitali mnie przemili, uśmiechnięci właściciele. Obejrzałam domki, entuzjazm troszkę mi spadł. Posłuchałam historii miejsca. Po powrocie do domu, pokazałam Adrianowi zdjęcia i nagrania, spodobało mu się. Przyznam się, że ja nie byłam przekonana na 100%, miałam 10% niepewności, ale teraz kiedy o tym myślę, to chyba to był strach. Przeanalizowaliśmy ofertę, umówiliśmy się na ponowne oglądanie z Iwoną od nieruchomości, wiedzieliśmy, że powie nam czy cena jest warta. Dodatkowo zaprosiliśmy Tomka, cudną rączkę, który sprawdził dom pod kątem technicznym.

Oboje z Iwoną powiedzieli nam, że warto, choć to wyzwanie. Postanowiliśmy BIERZEMY!

Między czasie musieliśmy sprawdzić dokumenty domu i kwestie formalne. 28 czerwca podpisaliśmy umowę przedwstępną z właścielami, wpłaciliśmy zadatek i ruszyliśmy do załatwiania finansowania!

I tu zaczynają się schodki….Nie wiem ile razy płakałam przez te wszystkie bariery formalne, odrzucenia banku, pytania itp Mimo, że mieliśmy dobrą historię w bankach, środki własne, kwota, o którą wnioskowaliśmy była niezbyt wielką (jak słyszałam, że inni biorą kredyty na kwoty 800 tys zł to nasza była dla mnie malutką). Bank chyba się na nas uparł. Zmieniliśmy plan, doradcę.

Chwila załamania…

Był jeden taki dzień, w którym myślałam, że nie kupimy tego domu. Kiedy po raz kolejny właściciele zadzwonili z pytaniem: „jak na idzie?”, wcześniej zapewniając, że wszystko ok, zawsze byłam dobrej myśli, tak tego dnia rozkleiłam się. Powiedziałam im jak jest, że mamy problem z finansowaniem i tak bardzo bałam się, że nie będą chcieli podpisać kolejnej umowy (umowa przedwstępna była na 3 miesiące od czerwca do września i właśnie się kończyła). Na szczęście trafiliśmy na ludzi, którzy zrozumieli nas i nie potrzebowali tych środków na JUŻ. Powiedzieli mi, żebym się nie martwiła, że nie chcą oddać tego domu nikomu innemu tylko nam (o historii domu i miejsca). Powiem Wam tylko, że cieszymy się, że mogliśmy kupić dom od dobrych ludzi.

27 października mamy to! Podpisujemy u notariusza umowę zakupu. Odbieramy klucze! Oboje czuliśmy ogromne szczęście i niedowierzanie. Wiemy, że jeszcze mnóstwo pracy przed nami, nie możemy doczekać się kiedy usiądziemy w naszych 4 kątach.

Co dalej?

Przed nami remont starej części i dostawienie około 90-100 m2 nowej. Od początku mieliśmy plan na ten dom, przez pewne zasady i prawo budowlane musieliśmy zweryfikować ponownie swoje pomysły i delikatnie zmienić koncepcję, ale wiele się nie zmieniło.

Dzisiaj na początku stycznia mamy już za sobą zatwierdzony projektu u architekta, wizualizację kuchni i remonta starej części.

W kolejnych wpisach pokażę Wam efekty i plany!

Jakie tematy Was interesują w temacie domu? Napiszcie w komentarzu.

 

Przeczytaj także