Wesele, realne koszty. Czy warto wydać kasę na 1 dzień i spłacać je kolejne 5 lat?

Kilka tygodni przed naszym weselem, nagrałam na moim instagramie pogadankę o kwestii organizacyjnej, zapraszaniu ludzi, kosztach wesela. Spotkało się to z wieloma podobnymi odczuciami i dylematami, innych osób. Czy myślisz podobnie?

Mam wrażenie, że wiele osób robiąc wesela, nie zastanawia się nad jego głębszym sensem czy też realnymi problemami, jakie wytwarza takie duże przyjęcie. Dla przykładu młodzi ludzie chcą wesela, wiadomo, że najbardziej dziewczyny. Kręcą dziurę w brzuchu swojemu partnerowi, chcą mieć super mega modne zaproszenia w danym sezonie, wybierają drogą suknię, zamawiają mnóstwo dodatkowych atrakcji jak foto budka, drink-bar, balony…w ogólnym rozrachunku wesele wynosi ich około 100 tys zł. Skąd młodzi ludzie mają wziąć takie pieniądze? Umówmy się, przeciętnego Polaka nie jest stać na takie wesele. Bo jeśli stać to ok, niech robi. Ale po co robić jeśli kogoś nie stać?

Skąd wziąć pieniądze na wesele? Moim zdaniem, wyjścia są dwa, albo biorą kredyt, który spłacają kolejne 5,10 czy nawet 15 lat (!) bo umówmy się, takie wesele nie jest w stanie zwrócić się w większości przypadków, w 50%, więc zwraca się np. 50 tys zł ale zostaje kolejne 50-60 tys zł albo i więcej. Wyjście drugie, pomagają im rodzice. I tutaj znowu, zastanówmy się, jeśli rodziców jest stać by wyjąć z konta 100 tys zł, to ok, chociaż nie wiem, czy będąc takim rodzicem, nie wolałabym jednak dołożyć do mieszkania, auta, rozwoju dziecka niż na 1-dniowe przyjęcie, ale ok. Drugie wyjście jest takie, że rodzice biorą kredyt i spłacają go kolejne kilka lat! Teraz spójrz na to z boku, jako dziecko i jako rodzic. Czy uważasz, że to w porządku obciążać siebie lub rodziców takimi kwotami na kolejne lata? Czy to ma sens? Po co Ci to wesele?

Postanowiłam napisać ten wpis, dla wszystkich osób, które chciałby wesela, ale nie mają środków, by je zrobić, albo dla tych, które nie zrobiły, a wciąż o nim marzą. 

Czy na weselu się zarabia?

Czy nie uważasz, że rynek wesel i całej otoczki wokół nich, jest za bardzo przereklamowany i napędzony niepotrzebnym konsumpcjonizmem? Mam wrażenie, że ludzie wariują na punkcie przyjęć weselnych, zapominając, że to TYLKO 1 no może 2 dni imprezy, a później przychodzi życie i co dalej? Myślę, że wiele młodych osób przecenia też swoich gości weselnych, myśląc, że wesele się zwróci, tymczasem jedna i druga strona jest nieświadoma. Założę się, że większość osób planując wesele, nie spisuje dokładnie wszystkich kosztów, szacuje tylko te największe, licząc nadal, że przecież zaraz się zwróci. Powiem Ci pewien przykład, z prawdziwej rozmowy z moim sąsiadem.

W minione lato byłam na weselu znajomej z innego województwa, robiła spore wesele, bo na około 300 osób. Dzień po przyjęciu byłam w odwiedzinach u sąsiada, który też był na tej imprezie i ten zapytał mnie, kiedy moje wesele, bo chętnie by się pobawił (kiedyś mieszkaliśmy obok siebie i jest moją dalszą rodziną więc teoretycznie bym go zapraszała), odpowiedziałam, że nie wcześniej albo i wcale, bo nie planuję takiej imprezy, bo obecnie mam w co inwestować kasę. On odpowiedział, żebym robiła, bo teraz to się na weselach zarabia. Zdziwiłam się i zapytałam jak to możliwe(dzień wcześniej na weselu rozmawiałam z kilkoma osobami o stawkach w tej sali), on podał mi przykład, że wczoraj na wesele dał w kopertę 500 zł, był z żoną, a za talerzyk w tej sali płaci się ok. 280-300 zł, więc młodzi dostali zwrot za ich talerzyki i jeszcze im zostało ok. 200 zł. Od razu weszłam z nim w rozmowę, że nie do końca tak to wygląda, bo kwota za talerzyk to owszem 280-300 zł, ale za osobę, więc za ich parę, młodzi już dopłacili, do tego należy doliczyć koszta stołu słodkiego i wiejskiego, który był oraz alkoholu (a sąsiad akurat potrafi wypić) i mamy minimum 280 zł za osobę, czyli około 60 zł za parę dopłaty!

Mnożąc to przez innych gości, którzy pomyśleli podobnie jak on i nie orientują się kompletnie w stawkach oraz kosztach wesela, wychodzi straty /zamiast/ zarobku 60 zł x 150 par = 9 000 zł. Doliczmy do tego koszta wynajmu auta, autokaru, noclegów, ubrań młodych, zespołu muzycznego, kościoła czy innych bajerów, które na tym weselu były. Średni koszt gościa dzielony na te atrakcje to około 330 zł, czyli 330 zł x 300 gości = 99 000 zł a zwraca się może 50% z tego. Czyli około 50 tys zł wydane ot, tak na jeden wieczór, do spłacania przez kolejne 5 lat?! Zdaję sobie sprawę, że wielu z gości dało większą kwotę w prezencie, ale pomyśl o tym, że wielu dało też mniejszą. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zorganizować imprezę i zarobić na niej, tłumaczę tylko realne przeliczenie i świadomość kalkulacji obu stron.

Słyszałam wiele historii z bliskiego otoczenia, kiedy to młodzi, liczyli, że zrobią fajną imprezę i na pewno się zwróci, bo mają “bogatą rodzinę”, ale zapomnieli o tym, że ich rodzina czy znajomi mieli kilka podobnych imprez, w ostatnim czasie i nie są w stanie dać w prezencie kwoty, która zwróci koszta imprezy w 100% a co mówić o zarobku! Dlatego ważna jest komunikacja. Jeśli chcesz, aby wesele się zwróciło chociaż częściowo, dobrze powiedzieć swoim gościom wprost jakiego oczekuje się prezentu, czyli kasy. Czasem zdarza się, że podczas zapraszania, padają pytania o kwotę talerzyka ze strony gości, dobrze, chcą wiedzieć na, ile się szykować. Wszystko powinno być kwestią subiektywnych odczuć, bliskości z osobą, czy obecnej sytuacji osoby.

Pamiętam, że kiedy liczyliśmy koszta większego wesela, około 70-80 osób, okazało się, że w tej samej kwocie moglibyśmy zabrać 20 bliskich nam osób, na tygodniowe wakacje np. do Egiptu, czyli kilka dni imprezowania w ciepłym kraju kontra 1 wieczór w klimatyzowanej sali spędzony na jedzeniu, piciu i tańcach.  Gdybym miała wolną kasę, z pewnością wybrałabym tę drugą opcję i na ten moment jeśli będę taką miała, to zrobię to w przyszłości bardzo chętnie, świętować rocznicę ślubu czy inną okazję. 

 

Koperta to nie wszystko!

Pamiętajmy, że TEN dzień jest tak bardzo ważny tylko dla nas i może naszych rodziców. Większość gości, nie ma aż takich odczuć do naszego wesela i ślubu jak my sami. Dlatego jeśli ktoś ze znajomych czy rodziny, powie Ci, że nie przyjdzie, bo ma do naprawy auto, czy zepsuła mu się pralka, nie odbieraj tego osobiście, bo to samo życie. Wiem jakie to przykre, kiedy ktoś nie bierze udziału w TYM dniu,  dodatkowo dochodzą emocje towarzyszące tej uroczystości, wyzwalają pewne rozczarowanie, złość, które czasem skutkuje na znajomości z daną osobą. W takiej sytuacji warto zastanowić się, czy zależy nam i czy stać nas na zaproszenie gości, od którego nie oczekujemy prezentu i powiedzieć mu to. Pamiętajmy, że wydatek na wesele dla gościa to nie tylko przysłowiowa koperta z prezentem, ale i ubranie się, może i makijaż, fryzura, czy same koszta dojazdu, czasem noclegu. Suma kosztów może sięgać nawet 2 tysięcy złotych na parę. Sama pomyśl, to spory wydatek. Może taka osoba ma w tym roku wesele innej, bliższej osoby albo komunię dziecka i zwyczajnie nie może sobie na to pozwolić.

Nie obrażaj się jeśli nie otrzymasz zaproszenia na wesele. Wiem, co mówię i biję się w pierś. Sama poczyniłam kilka takich fochów, tłumacząc sobie, że “przecież mogła mnie zaprosić i te 2 miejsca nie robią aż takiego znaczenia przy liczbie gości 200”! No właśnie robią, bo pomyślmy, że jest 15 albo 30 takich osób, które chciałybyśmy jeszcze zaprosić. Do tego ich osoby towarzyszące i koszt imprezy robi się plus 15 tyś większy, tu nie ma więcej kasy?! Wiem, co mówię, bo sama miałam kilka takich dylematów, w dodatku sala mieściła max. 50 osób, organizacja takiej imprezy to naprawdę sporo logistyki.

Kilka osób mówiło mi, że wesele zweryfikuje znajomości. Niestety to prawda. I to niekoniecznie chodzi o to kto na wesele przyjdzie a kto nie, ale kto zwyczajnie złoży Ci życzenia. To nowa droga w życiu i jeśli ktoś z bliskich osób, nie będzie uczestniczył w uroczystości (nawet tej kościelnej czy urzędowej), a jakiegoś powodu, a kilka dni po tym, nie zadzwoni z życzeniami, to wiedz, że coś jest nie tak. Będzie bolało. Może to kwestia wychowania, umiejętność zachowania się, ale takie osoby podobno zawsze się trafiają. Z drugiej strony, warto zwrócić uwagę na tych, którzy, mimo braku zaproszenia, dzwonią z życzeniami.

Mierz siły na zamiary!

Wspomniałam o tym trochę wyżej, ale tutaj chciałabym jeszcze powiedzieć o kwestii planowania wesela i wydatków z nim związanych. Wiele osób planuję z 2-3letnim wyprzedzeniem, głównie ze względów dostępności wymarzonej/ modnej sali weselnej. Z drugiej strony to również dobry sposób na rozłożenie kosztu w czasie, ale czy na pewno? Może warto rozważyć inne miejsce, czy szybszy termin, dzięki czemu cała organizacja i koszty nie rozwleką się w czasie lub nie zleją z innymi ważnymi, życiowymi decyzjami.

Tutaj kolejny przykład.

Koleżanka opowiadał mi, że rozpoczęli planowanie wesela 3 lata wcześniej, wpłacili zaliczki, zarezerwowali terminy fotografa, kamerzysty, orkiestry i sali. Po roku rozpoczęli budowę domu, chcieli jak najszybciej się wprowadzić. Niestety, zamiast inwestować w DOM, który miał służyć im kolejne lata, musieli dokonywać płatności kolejnych zaliczek na wesele. Mówiła mi, że było to frustrujące, bo zamiast ruszać dalej z budową, zatrzymali się, bo nie mieli już środków. Ich życie, ptrzeby a także piorytety, przez kolejne 2-3 lata zmieniły się się a wesele zaczęło ciążyć. Z wielu kosztów zrezygnowaliby, gdyby podjęli decyzję o weselu z innego poziomu. 

Dlatego jestem wielką przeciwniczką planowania wesela z tak dużym wyprzedzeniem, bo kto wie, co zadzieje się za rok, dwa. Pandemia, wojna, pokazał nam, że nasze plany szybko mogą ulec zmianie, nawet jeśli bardzo tego nie chcemy.

Uważam, że wydatek kwoty 50tys, 60tys a tym bardziej 100 tys zł na wesele, byłby ostatnim, na jaki wydawałabym taką kwotę w swoim życiu. Nawet jeśli mam, te kilkanaście tysięcy na koncie to wolę wydać je na rozwój siebie, firmy, podróże, czy chociażby pomoc, bo wokół nas jest tyle potrzeb.

Co ludzie powiedzą?

Rozmawiając na temat ślubu i wystawnego wesela, spotykam się z argumentem, że ktoś je robi, bo rodzice każą, albo chcą pokazać się ludziom. Najczęściej jest to oczywiście spotykane na wsiach, przynajmniej w tej, gdzie wychowałam się ja. Gdzie każdy o każdym wiele wie i o takich weselach mówi się przez kilka dni. No właśnie a za kilka dni już się zapomina. I tematem jest kiedy będą dzieci.

Jestem romantyczną duszą, ale też rozsądnie myślącą osobą, która wie, czego chce i mam daleko w d***, co ktoś powie o tym co zrobiłam czy nie zrobiłam. Jeśli chcesz osiągnąć spełnienie i spokój w życiu, polecam Ci to samo! Nigdy nie dogodzisz ludziom! Zawsze będą gadać. 

Miłość jest najważniejsza!

A gdzie w tym wszystkim jest miłość? Bardzo smucą mnie historie osób, które zaledwie kilka lat (a nawet miesięcy), po wystawnym weselu, rozwodzą się, albo mówią, że nie są szczęśliwi. Jest to tym bardziej dołujące, że nie potrafimy dostrzec, co jest tak naprawdę ważne w życiu ze sobą, w małżeństwie i partnerstwie, bo nikt nas tego nie uczy. Czego chcemy? Co czujemy? Często ekscytacja weselna kończy się już kolejnego dnia po przyjęciu. Przychodzi ponure życie, sukienka ląduje w szafie albo na olx za 50% jej wartości i czas wrócić do normalności…

Jeśli czytasz ten wpis i ze smutkiem myślisz o tym, że nie będziesz mieć pięknego instagramowego wesela, to uśmiechnij się i pomyśl, czego tak naprawdę chcesz? Ubrać ładną sukienkę i być gwiazdą wieczoru? Zatańczyć przed publicznością? A może po prostu chcesz poznać cudowną osobę, z którą spędzisz w szczęściu resztę życia, spacerując w legginsach po łące?

Z całego serca życzę Ci tego, co tak naprawdę i głęboko chcesz!

Nasze wesele – podsumowanie organizacyjne oraz wideo relacja!