Powiedziałam TAK! Nasza historia miłosna. Jak się poznaliśmy?

11 czerwca 2021 mój A. zaskoczył mnie najbardziej niż kiedykolwiek, oświadczając mi się! Co to był za dzień!

To był piękny dzień, wspaniała niespodzianka i kolejna sytuacja, dzięki które poczułam, że jestem w dobrym miejscu z dobrym człowiek. Nie spodziewałam się, że A. zaręczy się w tym czasie, nic nie podejrzewałam, jak się później okazało, wszyscy wokół byli już poinformowali tylko nie ja!

Jak to się zaczęło? 

Poznaliśmy się jesienią w 2018 roku, nigdy nie ukrywaliśmy, że w internecie, dokładnie za zaadoptujfaceta, to przemiły portal randkowy, dla ludzi z dystansem do siebie. Spotkaliśmy się na kawę, gadaliśmy 2 godziny i moglibyśmy dłużej, ale ja MIAŁAM KOLEJNĄ RANDKĘ! Na którą spóźniłam się około 1,5h!

Po spotkaniu A. napisał mi, że mam pozytywną aurę i chciałby spotkać się ze mną kolejny raz, jeśli ja też mam wobec niego takie odczucia. Kiedy to przeczytałam, zrobiło mi się ciepło na sercu, szukałam miłości, ale z drugiej strony nie wierzyłam w nią. Miałam kilka bolesnych ran i podchodziłam z dystansem, do nowych znajomości. Przez 2 lata mocno pracowałam nad sobą, swoimi wartościami, potrzebami. Wiem, że gdybyśmy spotkali się z A. 2 lata wcześniej, nic by z tego nie wyszło. Oboje tak uważamy, musieliśmy przejść swoje, aby dojrzeć, czego szukamy.

Kolejne spotkania były już coraz częściej, każde z nich niby zwykłe, ale z dodatkiem pewnej magii, której zawsze brakowało mi w innej relacji. Mówi się o zakochaniu od pierwszego wrażenia, myślę, że we mnie było tak mało wiary w miłość, uczciwość, że nie dostrzegałam tego od razu. Bałam się planować i żyliśmy na dużym spontanie. Może dlatego tak szybko wszystko się u nas potoczyło i te spontaniczne decyzje poprowadziły nas do tego, że po 3 latach zawieramy związek małżeński, kupiliśmy razem dom, auto, prowadzimy razem firmę i mamy uroczego psa!?

Tego nie wiem i na pewno nie jest to rada dla wszystkich. Wiem jedno, że warto słuchać swojej intuicji. Nie mamy, taty, wujka cioci, koleżanki TYLKO SIEBIE! 

Ostatnie 3 lata sporo z A. przeszliśmy, podjęliśmy wiele trudnych decyzji wbrew innym. Przegadaliśmy wiele godzin, zdecydowanie więcej śmiejąc się, niż płaszcząc. Przejechaliśmy wiele kilometrów na wspólnych wycieczkach, odwiedziliśmy razem Rzym, Tajlandię, Teneryfę, Turcję x2! Za każdym razem odkrywając przy tym część siebie!

Ślub? Wesele? To nie dla nas!

Jak wspomniałam wcześniej, mało planujemy, raczej działamy od razu. Podobnie było z kwestią wesele. Oboje nie jesteśmy wierzącymi i praktykującymi katolikami, na szczęście, nie mamy wokół siebie takich doradców, co to każą nam wziąć ślub, by ze sobą mieszkać. Czasem rozmawialiśmy o weselu, ale bez większych konkretów. Z ciekawostek powiem Wam, że ja już raz ślub planowałam, a mój A. nawet był zaręczony! Może dlatego nie chcieliśmy spieszyć się z niczym. Oczywiście miałam czasem takie myśli o zaręczynach, mimo, że nie jestem typem kobiety, która potrzebuje swego rodzaju potwierdzeń, to zdarzało mi się o tym myśleć poważnie w kontekście tego właśnie związku. Z czasem pewne kwestie formalne, zaczęły być wymagane czy może ich obecność spowodowałaby pewne ułatwienia, mówię tutaj o kwestii firmy i samej pracy czy wyjazdów zagranicznych.

Spontaniczne i wymarzone zaręczyny?

Jak wspomniałam nie rozmawialiśmy nigdy z A. o zaręczynach, weselu tak na poważnie, mieliśmy wiele ciekawych momentów i okazji na to, by się zaręczyć, mój A. zaplanował piknik niedaleko naszego domu w lubianym przez nas oboje miejscu, przygotował jedzenie i zabrał nas razem z naszym psem Bandziorem. Wiedział dobrze, że nie lubię pokazywać emocji, intymności wśród ludzi, nawet bliskich mi. Dlatego dla mnie były to zaręczyny idealne, bo niczego się nie spodziewałam i byliśmy tam tylko my, bez niepotrzebnych świadków.

Jak się później okazało od kilku tygodni moja mam, braty i rodzice A. wiedzieli o wszystkim, ponieważ poinformował ich o tym fakcie i podobno moja mam już dopytywała kilka razy: „kiedy”, bo ona nie wytrzyma i się wygada! To urocze i kochane, że tak zrobił.

Nigdy nie wyobrażałam sobie swoich zaręczyn, bo chyba nie dopuszczałam faktu, że pojawi się w moim życiu ktoś, z kim będę chciała to zrobić. Ludzie znający mnie bliżej, wiedzą, że miałam inny „plan na życie”, czyli praca w dużym korpo, brak zobowiązań, związków itp. Moje myślenie zmieniło się o 180 stopni, teraz czuję, że takie pragnienie na życie miałam, ale zakopałam je gdzieś głęboko, nie wierząc, że może się pełnić.

Na koniec powiem, że z dumą noszę mój pierścionek i myślę o kolejnych naszych wspólnych chwilach. Przy moim A. jestem pewna, że chcę być żoną i być z nim w każdym momencie naszego wspólnego życia. 

Wracając do kwestii ślubu oraz wesela. Nie planowaliśmy go, ale kiedy pojawił się pierścionek, pomyśleliśmy, że może jednak zrobimy jakieś przyjęcie. Dlatego kilka tygodni po zaręczynach, odwiedziliśmy kilka miejsc i zaczęliśmy planowanie. Chyba nikt nie spodziewał się, że zrobimy to jeszcze w 2021!? Relacja z naszego wesela już niedługo, tymczasem zostawiam Was z mini relacjami z miejsc, które odwiedziliśmy, może ktoś z Was zgadnie, gdzie odbędzie się ostatecznie nasze wesele?

 

 

 

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *