Pies w domu, co się zmieniło? Podsumowanie 2 lat.

Pies w domu, co się zmieniło Podsumowanie 2 lat.

Zwierzęta od zawsze były w moim życiu, chociaż głównie koty, psów trochę się bałam, po kilku akcjach w dzieciństwie. Decyzja o adopcji psa była przemyślana, chociaż zrobiłam to bardziej dla przyjemności mojego męża niż swojej. Jak żyje nam się z psem po 2 latach?

Adrian  (mój mąż) kocha psy, od lat zaangażowany jest w pomoc, czy to w schroniskach poprzez opiekę, karmienie, wyprowadzanie czy organizację zbiórek, tworzenie wideo pokazujących problem bezdomności zwierząt. Kiedy go poznałam, temat psów często pojawiał się w rozmowach, to była spora część jego życia. Warto wspomnieć, że moich marzeniach o przyszłości, domu, mężu, niekoniecznie był pies, w dodatku na kanapie w domu…



 

Pies na kanapie

Wiele się zmieniło, bo od razu powiem, że nasz pies Bandzior, czyli 40kg masy Amstaffa leży właśnie na kanapie w salonie, jak z resztą przez 70% dnia, jesienią i zimą wychodzi tylko za potrzebą, latem lubi wygrzewać się na słońcu, w ciągu dnia, ale na noc ponownie chętnie wchodzi do domu, najchętniej oczywiście do łóżka w sypialni.

Przyznaję się, totalnie popadłam w zachwyt nad naszym psem a teraz i… kotem. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że zwierzę można tak kochać, przytulać czy całować. Pamiętam jak jeszcze 2 lata temu kiedy podjęliśmy decyzję, że bierzemy Bandziora, zapierałam się, że NIE będzie spał na kanapie. Teraz sama wołam go wieczorami do domu, bo lubię kiedy zasypia mi na nogach czy brzuchu. Moim codziennym rytuałem jest głaskanie go i masowanie, co dodatkowo jest świetnym treningiem dla moich zmęczonych dłoni po całodniowej pracy przy komputerze.

pies mały bandzior

Co pies zmienił w naszym życiu?

Baardzo wiele. Głównie są to pozytywne zmiany, opowiem o wszystkim w tym wpisie.

Zaczynając od zwiększonej aktywności fizycznej (1), która nastąpiła po adopcji psa. Pamiętam jak w zimie, trzeba było wychodzić z nim na spacer, nieważne jak zimno było…i jak bardzo nam się nie chciało. Mieszkaliśmy wtedy w mieszkaniu na 3 piętrze a on miał wielki apetyt i częste potrzeby. Patrzenie jak wielką radość sprawiał mu każdy spacer było nieocenione. To niesamowite jak bardzo podczas takich spacerów można odkryć okolice i docenić świat na nowo. Pamiętam pierwszy przyjazd na naszą działkę, kiedy zaszył się w liściach i biegał z jednego końca na drugi. Niesamowite ile można nauczyć się od takiego zwierzaka a przede wszystkim ile radości można czerpać z takich widoków.

Chwilę przed adopcją kupiłam zegarek z licznikiem kroków i zorientowałam się, jak  mało ruszałam się w ciągu dnia. Kiedy pojawił się Bandzior 5tyś a nawet 10 tyś kroków to była pestka! Tym bardziej, że spacery i wygłupy na dworze musiały być aktywne, by trochę go wykończyć, w innym wypadku dręczył nas zabawami w domu, nie dawał pracować, a nawet spać, bo…wciąż chciał się bawić…

Kolejną zmianą, jakiej doświadczyliśmy po adopcji psa jest pozytywny vibe (2) w domu. Oboje z mężem jesteśmy typem pozytywnych ludzi, ale to co wyrabiał ten pies a my razem z nim było wyższym levelem radości, wygłupów i spontaniczności.

Dyscyplina (3), której musieliśmy nauczyć się nie tylko w kwestii regularnego wychodzenia z psem, ale i konsekwencji niedawania mu jedzenia ze stołu, nawet kiedy tak bardzo prosił, czy zaprzestania zabawy, albo wprowadzenia komend i powtarzanie ich.

Warto do tego dodać gadanie do siebie(4), bo przecież pies nic nie rozumie. Zdecydowanie więcej gadamy teraz do siebie nawzajem co jest połączeniem pozytywnego vibe, ale i chyba choroba psychiczną z przymrużeniem oka oczywiście. W ciągu dnia wiele razy pada np. „Bandzior zobacz co ta Patrycja tam wyrabia idź jej daj buziaczka” albo „Bandzior idź powiedz Adrianowi, żeby po sobie posprzątał”.

Pies w domu, co się zmieniło Podsumowanie 2 lat.

Przy okazji zmian warto dodać zmiany w organizacji życiowej (5). Pies to obowiązek więc przez pierwszy rok mieliśmy z nim trochę „pracy”, jak wspomniałam nauka komend, zakazy gdzie można, co można czego nie, która jakby nie patrzeć nadal trwa, ale w mniejszym już stopniu czasowym. Pierwsze miesiące to był armagedon. Pamiętam pierwszy wieczór z psem, byłam szczęśliwa, ale tez zdezorientowana i trochę wystraszona.

Decyzja o nowym członku rodziny to również dodatkowe wydatki (6), w pierwszym roku Bandzior przeszedł kastrowanie, odrobaczanie, szczepienie na wściekliznę, którą wykonujemy co roku. Co miesiąc kupujemy mu też tabletki na kleszcze oraz oczywiście karmę. Miesięcznie są to wydatki w kwocie około 200 zł. Na szczęście nie jest to chorowity pies. Nie mieliśmy też jakiś negatywnych doświadczeń ze zniszczeniem czegoś w domu, jeśli już to na działce np. pogryzione doniczki, lampka, kable czy regularne buszowanie w śmietniku z plastikiem i rozrzucaniem tego na podwórku.

Dodatkowy czas i podział obowiązków (7), o którym nieco wspomniałam wcześniej jak spacery, nauka zabawy, komend, przygotowanie jedzenia, ale też nauka na temat odżywiania psa czy różnych zachowaniach jak skakanie, gryzienie rąk itp o których czytaliśmy, by dowiedzieć się jak go tego oduczyć, oraz z czego to wynika.

Ważnym aspektem jest zmiana pomiędzy nami. Bandzior połączył nas jeszcze przed formalnym ślubem. Staliśmy się jego opiekunami formalnymi, jesteśmy za niego odpowiedzialni. Nie traktujemy go jak dziecko, nie zwracamy się do niego w stylu: „Bandzior gdzie jest Twoja mama/tata itp”, ale traktujemy go jak członka rodziny(8), więc nie wyobrażam sobie innej sytuacji niż takiej, że jesteśmy we 3 (teraz już we 4).

Kolejna zmiana, na którą nie byłam przygotowana to autentyczna tęsknota i przywiązanie(9). Kiedy byliśmy miesiąc na Zanzibarze, nie było dnia, abym o nim nie myślała i tęskniła. To zdecydowanie jest to coś, co trzyma nas w Polsce na dłużej czy nawet odciąga od podróżowania, bo kiedy myślę, że mam wyjechać i go zostawić to boli mnie serduszko. Nie wiem, czy to zmiana pozytywna czy nie, trudno ją określi, co czasem to trudne.

Kolejną zmianą jest właśnie planowanie życia krótko i długo terminowe(10). Kiedy chcemy wyjechać gdzieś na dłużej niż 1 dzień, to musimy pomyśleć też o opiece nad zwierzętami, głównie ich karmieniem, ponieważ to nie problem, aby spędziły czas na działce, są do tego przystosowane, mają zbudowany ocieplony domek i ogromną działkę, ale zdaję sobie sprawę, że jest to dla nich stres czy zmiana stylu życia, bo nie będzie nas, wspólnego czasu czy chociażby dłuższych spacerów. Akurat w naszym przypadku jest wiele rozwiązań, ponieważ moja mam czy brat mogą podjechać praktycznie codziennie, by zajrzeć do nich czy nakarmić ich. Zdarzało się również, że znajomi czy sąsiedzi byli poproszeni i pomoc. Wspominam o tym, bo ważne, by podczas podejmowania decyzji o adopcji wziąć to pod uwagę. My obecnie od kilku miesięcy rozmyślamy o adopcji drugiego psiaka, ale wiemy, że wiąże się to z tym, że nie wyjeżdżamy przez min. 6 miesięcy, bo pies musi się przyzwyczaić do nas, do miejsca do zwierząt.

Od prawie roku jest z nami również kot Maciek i to była kolejna zmiana, ale i bardzo dobra decyzja. Ten kociak jest kochanym przytulaskiem, ale uwaga tylko wtedy kiedy sam tego chce. Przez pierwsze dni spał na moich kolanach kiedy pracowałam, czy obok na biurku lub drukarce. Po kilku tygodniach stał się prawdziwym dzikim, polującym kotem! Przynosi nam myszy, krety, a nawet ptaki (niestety!). Wychodzi na 1/2 dnia na pobliskie łąki i pola, a pozostałą część dnia śpi na kanapie.

Jak pies dogaduje się z kotem?

Pierwsze 5 dni były trudne. Kot uciekał po domu – nie wiedział kim jest pies i o co chodzi, w dodatku był w nowym miejscu i sytuacji. Pies był ciekawy małego kudłatego gościa i chciał go koniecznie obwąchać. Ganiali się po domu przez kilka dni. Macie spędził je głównie schowany pod łóżkiem czy między koszami w schowku. Z czasem zaczął wychodzić, mają za sobą kilka małych bitew – głównie Macie na Bandziora z pazurami, ale jakoś dotarli się i teraz są kochającym się rodzeństwem. Serio! Leżą obok siebie, czasem nawet wtuleni. Witają się lizaniem. Urocze sceny!

Trzeba przyznać, że tu dużo zrobiła natura Bandziora, to raczej ugodowe psy, lubiące inne zwierzęta. Mimo swojej masy i groźnej postawy, są kochającymi przytulasami dla osób, które znają. Kot i pies jest w tym samym wieku, obaj mają po około 2 lata w tym momencie, więc dograli się wspólnymi zabawami i szaleńczym okresem w życiu. Dodatkowo mają od nas sporo uwagi i miłości, co myślę, że te wpływa na nich pozytywnie. Zdarza się, że są zazdrośni, kiedy któreś z nas głaszcze kota, pies przychodzi do nas i też chce, mimo że minute temu był głaskany.

Czy zdecydowałabym się ponownie na psa?

Tak zdecydowanie tak. To dobry czas w naszym życiu i jestem wdzięczna, że mogę tego doświadczać.