Moja sukienka weselna z własnego projektu. Koszta i szycie.

Sukienki miało nie być. W planach miałam kupienie zwykłej sukienki w sieciówce, nawet nie w kolorze białym, ale…

…udałam się do kilku salonów, by chociaż przymierzyć kilka modeli i…poczułam, że chcę mieć suknię ślubną. Po kilku przymiarkach, mniej więcej wiedziałam, czego nie chcę. Niestety trudno było o to co chcę w dodatku obudziłam się niecałe 2 miesiące przed ślubem, że jednak będę szyła suknię, jeden z salonów, w którym chciałam ją uszyć, delikatnie mówiąc, rozczarował mnie obsługą i podejściem do tematu, ale również kwestią terminów i odległości. Nie wyobrażałam sobie jechać w sumie 100 km w obie strony, 3 razy w ciągu jednego miesiąca, w którym miałam tyle innych spraw do załatwienia. Już miałam rezygnować i kupić jakiegoś gotowca, ale postanowiłam zapytać jeszcze krawcowej, która uszyła dla mnie kilka sukienek wakacyjnych. Podesłałam jej swój rysunek, a ona zgodziła się i obiecała dotrzymać terminu!

Kilka dni później byłyśmy już w sklepie z materiałami, tutaj okazało się, że mój budżet, muszę zweryfikować. Myślałam, że wydam na materiał ok. 500 zł, koszt uszycia sukienki krawcowa wyceniła na kolejne 500 zł. Do tego jakieś ozdoby, biżuteria i w 1500 zł miałam się zamknąć, ale ostatecznie zamknęłam się w 2 000 zł. Wiem, że to i tak niewiele, jestem zadowolona z efektu, tym bardziej, że zdecydowanie wykorzystam sukienkę jeszcze na inne okazje. Poniżej kilka zdjęć z przymiarek, chciałam mieć tutaj taką historię tego czasu i etapy szycia.

w czasie przymiarek

Efekt końcowy już z wesela.

Fryzurę oraz makijaż wykonała moja koleżanka Julita Gotowicka, która zajmuje się tym zawodowo.

Opaskę ze zdobieniami we włosach oraz kolczyki, zamówiłam u cudownej artystki Dominiki na instagramie @wsuffka_ozdoby

sukienka była na kole dzięki temu pięknie się układała, była lekka i wygodna
podczas próby pierwszego tańca
pierwszy taniec, tył sukienki

Jak wspomniałam, początkowo nie miałam w planie mieć typowej sukni ślubnej. Miałam kupić jakąś suknię koktajlową, którą założę też na inne okazje. Dopiero 2 tygodnie przed ślubem okazało się inaczej. Planowanie wesela rozpoczęliśmy na kilka tygodni przed. To miało być symboliczne przyjęcie, trochę podsumowuje naszej znajomości, wspólnego czasu, zapoznanie rodzin i znajomych. Nie nastawiałam się na gadżety typowo ślubne i wesele, bo nie potrzebowaliśmy ich.

Zaczęłam przeglądać profile salonów ślubnych i… przepadłam!

Postanowione, będę miała elegancką, długą suknię! Może nie typowo weselną, ale na pewno coś innego. Rozpoczęłam poszukiwania, udałam się chyba do max. 3 salonów na przymiarki, odwiedziłam nawet komisy, ale nic nie wpadło mi w oko. Nie było WOW! Po kilku przymiarkach wiedziałam, że na pewno nie chcę białej sukni. Totalnie nie czuję się w bieli, źle w niej wyglądam, poza tym, naprawdę chciałam kupić suknię, która jeszcze do czegoś mi się przyda. W jednym salonie nawet wstępnie zarezerwowałam suknię, ale rozmyśliłam się po kilku dniach, bo nie do końca byłam pewna, że zdążą mi ją uszyć, a ja podołam z przyjazdami na przymiarki. Co prawda nie były daleko, bo w Warszawie, czyli ok. 40 km ode mnie, ale to nadal zbyt dużo straty czasu patrząc na krótki czas, który został nam na organizację całego wesela. Swoją drogą po wizytach w salonach, miałam bardzo dziwne odczucia, jak traktuje się klientki, jak bardzo naciska się na rezerwację i zakup. Czułam się bardzo przytłoczona ilością komunikatów i manipulacją.

Projekt sukienki zrobiłam sama!

Usiadałam do zaplanowania tego, co ma posiadać moja wymarzona suknia! Wiele z tego co nam się podoba, w rzeczywistości okazuje się niepraktyczne, niewygodne, czy nieodpowiednie do naszej sylwetki. Narysowałam suknię, w której czułabym się dobrze. Znałam siebie i swoje ciało. Wysłałam rysunek do mojej krawcowej “sąsiadki” u której co jakiś czas szyję sukienki szmizjerki i zapytałam, czy uszyje mi ten projekt. Zadzwoniła, porozmawiałyśmy i w 2 tygodnie miałam suknię! Prawdę mówiąc, dopiero jak ją przymierzyłam i zobaczyłam się w niej, to poczułam, co się dzieje! Jestem w 100% zadowolona z tego co wymyśliłam. Czułam się w niej cudownie i tak samo wyglądałam!

Ile kosztowała mnie suknia?

Początkowo założyłam budżet około 1 000 zł z szyciem i materiałem, wydawało mi się, że to praca wyniesie mnie więcej niż materiał, ale było odwrotnie! Na materiał wydałam ok. 900 zł, za szycie zapłaciłam ok. 400 zł. W sumie około 1400 zł, materiał kupiłam na targówku w sklepie xxxx Przesympatyczna Pani, widząc mój rysunek, doradziła wszystko perfekcyjnie. Znajoma krawcowa pojechała ze mną, by kupić odpowiednią ilość materiału i gdyby nie jej pomoc to wiem, że przepłaciłabym! Nie byłam zdecydowana w 100% na róż, brałam pod uwagę też beż, ale ten różowy materiał w połączeniu z koronką i połyskującym białym pod spodem, to połączenie idealne!

Dodatki i biżuteria

Nie miałam welonu, bo nie potrzebowałam, podobnie z bukietem. Buty? Założyłam czółenka z mojego balu studniówkowego, były jasne i bardzo wygodne. Sporo za nie zapłaciłam kilka lat temu i obskoczyłam w nich wiele imprez, ale nigdy nie sądziłam, że własny ślub też! Kolczyki oraz opaskę zamówiłam u cudownej @wsuffka_ozdoby którą poznałam przeglądając instagram. Wydałam ok. 350 zł na te 2 ozdoby, które z powodzeniem użyję też na inne okazje. Kolczyki miałam na sobie już kilka razy.

 

Nasze wesele – podsumowanie organizacyjne oraz wideo relacja!