Malta i to co mnie nie urzekło…

…a była to zdecydowanie Valletta, czyli stolica Malty. Co prawda miasto ma piękny klimat jak cała wyspa z resztą, ale nie było nic co by mnie uniosło. Wybraliśmy się tu w niedzielę i szybko pożałowaliśmy bo było mnóstwo ludzi…Co prawda najwięcej na „deptaku głównym” w dodatku wszędzie ktoś zaczepiał nas i coś proponował a to przejażdżkę koniem a to pamiątki a to wejście na spektakl…uff. Jest tu mnóstwo muzeów, kościołów i pałaców, których oczywiście nie odwiedzaliśmy bo było bardzo drogo i ciężko jest ocenić, który obiekt jest naprawdę warty uwagi. Skończyło się na dłuuugim spacerze m.in po parku botanicznym (widzieliśmy kaktusy giganty o dziwnych kształtach), czy ulicę kotów;) 
Stylówka na ten dzień to:
długie spodnie w kolorze limonki, 
czarna bluzka  z szerokim rękawem, trampki
chusto/szal, który wybawił mnie wieloktronie podczas wyjazdu 
i o którym opowiem Wam już niedługo podczas wpisu z pakowania;)