Dlaczego wyjechałam z Polski – podsumowanie i drugie dno mojego wyjazdu…

Decyzja o wyjeździe na Maltę nie została podjęta tylko ze względu na kurs językowy. Wyjechałam, żeby coś zmienić, usamodzielnić się a także aby pomyśleć nad swoim życiem, poukładać pewne sprawy, nabrać dystansu, sprawdzić się w nowej roli. Wyjechałam sama, planowałam wszystko sama, ale nie czułam sie w tym wszystkim samotna. Przez cały czas wspierała mnie rodzina – głównie mama, która w pewien sposób pchnęła mnie ku wyjazdowi; przyjaciółki, które wspierały mnie mocno, chociaż wiem, jak bardzo ciężko było nam się rozstać; mój facet, który przyjechał tu ze mną na kilka dni i pomógł zaklimatyzować się (teraz jest już byłym!). Jestem wdzięcza za każdą pomoc, ale z drugiej strony wiem jak wiele dokonałam sama. Przede wszystkim musiałam zmierzyć się z barierą, którą miałam w głowie, pewnego rodzaju blokadą i obawami. Zrobiłam to głównie dla siebie i jestem dumna, że się udało! To wspaniałe przeżycie, cudowne 1,5 miesiąca . Nie zawsze było kolorowo, ale dałam radę i wiecie co? Teraz to żaden problem dla mnie wyjechać gdziekolwiek, wiem, że jestem silna i zawsze sobie poradzę;)

img_0583147-1

Znacie ten fim z Julia Roberts – „Jedz, módł się i kochaj!” W ostattnim tygodniu na zajęciach mieliśmy lekcje o zmianach i trudnych wyborach w naszym życiu. Strasznie poruszyła mnie ta lekcja i skłoniła do reflekcji. Ta historia z filmu to chyba trochę o mnie…potrzebowałam zmiany, wyciszenia i czasu na przemyślenie pewnych spraw…teraz wracam z dystansem i wielką motywacją! Jonathan – nasz nauczyciel wspomniał o tym, że są dwa typu ludzi: orły i pingwiny. Ci pierwsi chcą żyć, być wolni, korzystać z życia i wciąż lecieć wyżej, Ci drudzy to pingwiny, które wciąż patrzą w górę za orłami i próbują je dogonić, wznieść się w górę, ale nie mogą, co więcej nie potrafią zrozumieć dlaczego orły wciąż potrzebują zmian i nie potrafią osiąść w jednym miejscu…zgadnij, którym typem jestem? A Ty jak myślisz?

cats1

img_0560147-1 

Co zmieniła we mnie Malta? Co zyskałam dzięki temu wyjazdowi?

1. angielski – poprawiłam swoją komunikatywność, rozmawiam w miarę swodobnie + rozumiem co mówią do mnie inni a także już wiem o co chodzi w tzw. „myślenie w tym języku”
2. pokora – nauczyłam się pokory i nabrałam powagi, myślę, że to dobrze, bo deceniłam pewne rzeczy bardziej

4. cierpliwość – myślę, że też na plus. Głównie przez mieszkanie z innymi, obcymi ludźmi, którzy mówią, myślą i zachowują się inaczej niż Ty tego oczekujesz i nie masz na nich wpływu…

5. jest we mnie więcej życzliwości, chęci nawiazywania kontaktów i przedłużania ich

6. nabrałam luzu i dystansu do mojej przeszłości i życia

7. polubiłam kawę i zaczęłam ją pić codziennie – wiem to nie jest akurat nic pozytywnego…

8. mnóstwo nowych znajomości z całego świata, z którymi cały czas mam kontakt

Żeby nie było za bardzo poważnie myślę, że do tych punktów mogę dodać jeszcze:

-przestałam lubić pizzę i pastę – chyba na jakiś czas podziękuję za takie jedzenie…

-moja głowa wzmocniła się na % już nie jestem pijana po 1 drinku i okazuje się, że można pić, imprezować całą noc a później wstać rano do szkoły i nawet pójść do pracy na nocną zmianę;)

-moje konto mocno się skurczyło a euro wydaje się dużooo łatwiej niż zł!

img_0564147-1

Co podobało mi się na Malcie a co nie?

  plus

bezpieczeństwo, przed wyjazdem na pewnej grupie zapytałam polki, które wyjechały same na Maltę czy nie bały się wracać nocą, czy nie miały dziwnych sytuacji, które zagrażały ich bezpieczeństwu itp, 100% dziewczyn powiedziało, że nigdzie nie czuło się tak bezpiecznie jak na Malcie. Teraz sama mogę się z tym zgodzić, w moim mieście pod Warszawą raczej nie wracam sama o 1 w nocy na piechotkę z pracy lub imprezy w dodatku po %. Na Malcie takie sytuacje miały miejsce codziennie i ani razu nie przytrafiła mi się sytuacja przez którą bałabym się…

przejścia dla pieszych wszędzie! możliwość przechodzenia w dowolnym miejscu na drodze, brak mandatu za to i krzyków kierowcy typu „gdzie się pchasz!” a także kultura kierowców (nawet policji), którzy ustępowali pieszemu zarówno na pasach jak i w miejscu nie wyznaczonym do przejścia. Ciekawostką były także przystanki na rondzie, zaraz przy wyjściu z galerii czy restauracji a także innych dziwnych miejscach.

dostęp do morza i zachody słońca <3 chyba nie muszę argumentować czemu

klimat i temperatura…jeszcze w poniedziałek chodziłam w spódniczce bez rajstop, balerinkach i cienkim sweterka a teraz siedze z herbatą w kocyku obok grzejnika…

koty! koty! koty! To kraj niezwykele przyjazdy kotom, jest ich wszedzie pełno, w dodatku są dokarmiane z urzędu a przy tym wszystkim bardzło urocze, czułe, ładne i czyste! Pewnie dlatego na wyspie nie spotkałam ani jednej myszki.

życzliwość i uprzejmość ludzka razy milion! Tam ludzie po prostu uśmiechają się do Ciebie i zawsze kiedy zapytasz pomagają, zagadują na przystanku pytając z skąd jesteś i jak twój dzień.

tarasy na dachach praktycznie każdych domów i hoteli – cudownie jest wejść na taki taras, podziwiać widoki czy uprawiać jogę! Na jednym z nich miałam sesję tutaj 

życie nocne bez wątpnienia był to dla mnie plus ze względu na liczne integracje ze staudentami, w tym miejscu po prostu nie da się nudzić!

roślinność wspominam o niej już po raz setny, ale naprawdę jestem zachwycona wszeobecnymi kaktusami,palmami i kolorowymi kwiatami!

minus

śmieci, śmieci – wszędzie na ulicach i wąskich chodnikach stoją śmieci, mam wrażenie że w ogole nie znikają, dodatkowo z tego co wiem społeczeństwo nie dba o segregację i recykling…

wąskie chodniki lub ich brak przy ruchliwej drodze, problem zaczyna się kiedy 2 osoby muszą się minąć, nie chce myśleć jak poruszają się matki z wózkami…

transport o matko! kierowcy autobusów są baaardzo mil to trzeba przyznać, ale ile można czekac na autobus! Zdarzało się, że czekałam godzinę i kiedy nadjeżdzał mój nr kierowca nie zatrzymał się;))) ha ha ha powodów mogło być kilka:

  1. był przepełniony  – tak mają licznik i limity pasażerów, nie biorą ani jednej osoby ponad to!
  2. przystanek nie był jego chociaż na rozkładzie był wpisany ten nr – och pomyłeczka…
  3. kierowca zagadał się i nie zauważył, że machzm – na Malcie każdy przystank jest na żądanie.

…dlatego wybierałam swoje niezawodne nogi i głównie chodziłam, dzięki temu robiłam codziennie ok 6-7 km i schudłam ok 3 km, jedząc przy tym tłuste jedzenie…

wąskie drogi, brak miejsca np.na zatrzymanie się w nagłej sytuacji, możliwości objazdu zepsutego auta czy zatoczek autobusowych, problemy z którymi kierowcy na Malcie borykają się codziennie i niestety chyba nie da się go rozwiązać poprzez poszerzenie drogi ponieważ zazwyczaj zaraz przy drodze są kamienice. Problem pojawia się także kiedy na drodze jest korek a karetka spieszy do chorego…oczekiwanie na karetkę wydłuża się.

drogie leki i kosmetyki na szczęście wiedziałam o tym i zabrałam swoje niezbędne kosmetyki i podręczną apteczkę na nagłe sytuacje typu bół gardła, głowy czy plastry, ale kilka osób z grupy rozchorowało się na grypkę i np. najtańszy syrop na kaszel kosztował 8 euro!

jedzenie: nieświeże mieso, bardzo drogi, mrożony kurczak, brak kabanosów, dziwny smak wody pitnej

bty

Ogólne wnioski z podróży:

W XI wieku ludzie dużo podróżują, jest tak wiele środków i możliwości, że chyba nikt nie powinien mieć z tym problemu. Dojazd na Maltę zajął mi 3 godziny (lot) + ok godziny – dojazd do mojego domu pod Warszawą. Koszt biletu to ok 70 euro, nocleg można znaleźć za ok 15 euro za noc, jeszcze raz polecam rezerwację poprzez airbnb. Jedzenie i inne to kwestia osobista, ale myślę, że na 7 dniowy wakacyjny wyjazd na Malte można zamknąć się w kwocie 1200 zł ze wszystkim, nie żałując sobie na przyjemności.
Pomimo tak wielu możliwości poznania świata mam wrażenie, że ludzie boją się podróżować na dłużej niź 2-3 tygodnie. To chyba kwestia tzw strefy komfortu i zmiany przyzwyczajeń. Z drugiej strony tak wiele ludzi jest nieszczęśliwych w swoim obecnych życiu i wciąż mówi o chęci zmiany…jedno z drugim wyklucza się, jeśli zależy nam na szczęściu po prostu musimy zrobić krok do przodu! Nie bójcie się walczyć o swoje marzenia, bo kiedy jak nie dziś?

dav

Mój ostatni zachód słońca na Malcie <3

Za zdjęcia nocą w czerwonej sukience dziekuję mojemu koledze Tiago, niedługo cała sesja na blogu!